Program 500+ i zadłużenie też na plus


Minister rodziny, pracy i polityki społecznej poinformowała, że w 2017 roku liczba 400 tys. urodzeń zostanie przekroczona. Elżbieta Rafalska stwierdziła na antenie radio RMF FM, że to zasługa programu socjalnego znanego jako 500+. Czy 500+ naprawdę wpływa na urodzenia? Ile ten program nas kosztuje w skali roku? Czy statystyki nie są wykorzystywane przez rządzących do wprowadzania w błąd opinię publiczną? Na te i kolejne pytania odpowiem w poniższym tekście.

Na początek wróćmy do przytoczonego wyżej wywiadu. Minister Rafalska powiedziała w radio, że wzrost liczby urodzeń, dzięki programowi 500+, jest „oczekiwany”. Jasno zasugerowała, że to dzięki temu programowi mamy do czynienia ze wzrostem narodzin. Jej zdaniem, jeśli tempo przyrostu się utrzyma, to będzie można, z dużą dozą prawdopodobieństwa, powiedzieć, że to zasługa tego programu. Co więcej – pani minister Rafalska uważa, że te dane wytrącają najważniejsze argumenty przeciwnikom 500+. Niestety pani Rafalska się myli. Albo, po prostu, nie potrafi analizować statystyk – co jest możliwe, bo pani minister jest magistrem wychowania fizycznego. Zresztą pracowała jako nauczyciel WF-u, dopóki nie weszła do polityki i nie miała do tej pory do czynienia z profesjonalnym analizowaniem statystyk.

Demografia

W tej chwili mamy niewielki wzrost urodzeń. Jednak głównym powodem takiego stanu rzeczy jest czysta demografia. Teraz dzieci rodzą kobiety z boomu demograficznego lat 80. Kobiety z połowy lat 80. mają już ponad 30. lat i to dla nich ostatnia szansa na potomstwo. A że jest ich najwięcej toteż następuje wzrost liczny urodzeń. Tę zależność widać doskonale na piramidzie wieku:


Na powyższym wykresie widać doskonale, że liczba urodzeń rośnie tylko wówczas gdy na rozród są gotowe osoby z wcześniejszego boomu demograficznego. Warto zwrócić uwagę na dwa elementy tej piramidy. Pierwszy element został pokolorowany na czerwono. Widać na nim niską liczbę urodzeń dzieci, którą są teraz w wieku 10-14 i 15-19 lat. Rodzicami tych dzieci są osoby, które teraz mają około 45-49 lat (kolor fioletowy). Widać tutaj zależność. Liczba dzieci była niska, bo i liczba mogących je urodzić nie należała do najwyższych.

Druga część wykresu (kolor niebieski) pokazuje przykład boomu demograficznego z okolic lat 80. To są osoby w wieku 25-29, 30-34 i 35-39. Zwłaszcza przedział 30-34 jest tutaj imponujący i pokazuje kulminację tego boomu. Są to osoby urodzone w okolicach połowy lat 80. Ich rodzice to ludzie w wieku od 55-59 i 60-64. I nie ma tutaj żadnej, wielkiej filozofii. Podobnie jak dzieci z lat 80. tak i ich rodzice urodzili się w boomie demograficznym ale lat powojennych.

Z powyższej, dość pobieżnej analizy, jednoznacznie wynika, że wzrost liczby urodzeń zależy od tego jaki rocznik w danym czasie dochodzi do momentu rozrodu. Jednak wykres pokazuje jeszcze jedną rzecz, która wpłynie na przyszły rynek pracy. W tej chwili ludzie w wieku 55-64 to osoby z powojennego boomu demograficznego. W ciągu najbliższych 3-5 lat osoby te skorzystają z nowych przepisów emerytalnych i odejdą z rynku pracy na emerytury. Wg różnych szacunków może to być nawet dwa miliony nowych emerytów, których nie da się szybko zastąpić na rynku, a którym będzie trzeba wypłacić emerytury. Wystarczy zobaczyć na wykres bezrobocia w Polsce na przestrzeni lat. Mamy najniższe bezrobocie w historii i perspektywę braku rak do pracy:



System emerytalny jest w Polsce oparty o archaiczny pomysł związany z zastępowalnością pokoleń. Rzecz w tym, że ten system nie działa w dłuższej perspektywie. Dlatego ZUS może okazać się bankrutem nie do uratowania głównie przez decyzję obecnej partii rządzącej, która skróciła wiek emerytalny przy jednoczesnym, rekordowym zadłużaniu państwa na rzecz programów socjalnych.

Nie było 500+, a było ponad 400 tys. urodzeń!

Minister Rafalska uważa, że będzie sukces programu 500+ jeśli liczba urodzeń przekroczy magiczne 400 tysięcy urodzeń w skali roku. Tylko, że to żaden sukces. W latach 2008-2010 mieliśmy w Polsce ponad 400 tys. urodzeń bez 500+. W 2008 roku urodziło się 414 499, w roku 2009: 417 589, a w 2010 roku 413 300. Wówczas „magiczne” 400 tys. urodzeń przekraczaliśmy bez konieczności zadłużania się na rekordową skalę i bez tworzenia drogich programów socjalnych. Jak to możliwe? Być może Polakom nie jest potrzebny program socjalny tylko szybko rozwijająca się i stabilna gospodarka? Być może ludzie chętnie płodzą się gdy mają dobra pracę, wysokie zarobki i nikt im nie zabiera pieniędzy?

Czy dzieci „z 500+” uratują system emerytalny?

Niestety nie. Liczba rodzących się dzieci jest zbyt mała, a program zbyt kosztowny. Łatwo to policzyć. Jeśli wzrost się utrzyma to rocznie będziemy mieli około 50-60 tysięcy urodzeń więcej. Tylko, że na każde następne dziecko trzeba będzie przeznaczyć około 22-26 miliardów złotych na program 500+. Nawet jeśli spora część tej kwoty wróci do budżetu w postaci podatków (np. VAT na ubranka dla dzieci, VAT na pieluchy, VAT na zabawki, VAT na książki) to jednak duża kwota zostanie wytransferowana poza Polskę. Bo tak się składa, że Polacy chętnie kupują wyżej wymienione produkty w zagranicznych supermarketach. Wg różnych obliczeń każde urodzone dziecko, które skorzysta z 500+ będzie generowało około 380 tysięcy złotych strat. Zakładając, że dzieci te zostaną w przyszłości w Polsce i tutaj będą pracować odprowadzając do ZUS-u średnią stawkę w wysokości około 420 złotych (choć część wyjedzie za granicę) to i tak okaże się, że system upadnie. Polacy średnio pracują około 30-32 lata. Teraz ta liczba może spaść, bo rząd powrócił do starego wieku emerytalnego. Załóżmy jednak, że przyszłe pokolenia średnio będą pracować więcej – 33 lata. Trzeba 33 lata pomnożyć przez 12 miesięcy i odkładania 420 złotych składek na ZUS. To nam daje 166 320 złotych składek emerytalnych zapłaconych przez 33 lata pracy. Przypominam, że koszt programu 500+ to 380 tysięcy złotych na każde dziecko! Czyli 380 tysięcy minus 166 320 daje... ponad 213 tysięcy złotych strat na programie 500+! Program 500+ nie uratuje systemu emerytalnego w Polsce. Wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej zadłuży nasz kraj!

Zadłużenie rośnie lawinowo, bardziej niż „za Tuska”!

Oficjalne dane z Ministerstwa Finansów jasno pokazują, że dług Polski przekroczył już BILION ZŁOTYCH. Żeby spłacić ten dług natychmiast każdy Polak musiałby przekazać państwu 26 338 zł. Jest to niemożliwe do zrealizowania. Co więcej, z każdą sekundą nasz dług powiększa się o ponad 1700 złotych. Na domiar złego dług, który wyprodukowali nasi politycy jest w obcych rękach. Dla przykładu Japonia ma największy dług spośród wszystkich krajów, ale nie jest on niebezpieczny, bo jest to dług zaciągnięty u samych Japończyków. Podczas gdy z odsetek długu Japonii żyją Japończycy to z odsetek rządu Polskiego żyją obywatele i firmy krajów zachodnich...

W 2010 roku Donald Tusk pobił niechlubny rekord. Spłacił co prawda długi po Gierku, ale za to zadłużył nas o 70 miliardów. W jeden rok! Wydawałoby się, że ciężko będzie pobić taki wynik. Tymczasem PiS zrobił to bez problemu. Jak przystało na partię socjalistyczną w dziesięć miesięcy swoich rządów przebili Tuska o 6 miliardów dobijając do 76 miliardów złotych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zadłużenie stale rośnie, bo prócz spłaty długów trzeba spłacać także odsetki. A każdy kolejny budżet zwiększa zadłużenie, bo zakłada więcej wydatków niż przychodów. Do tego ostatniego zjawiska walnie przyczynia się 500+, który w 100% jest finansowany z pożyczek.

Zamiast zakończenia...

Minister Rafalska robi dobrą minę do złej gry. Rzecz w tym, że ona gra w hazardową grę nie swoimi pieniędzmi, a w dodatku nie rozumie zasad tej gry. Błędnie wyciąga wnioski z przesłanek, w sposób całkowicie nieuprawniony analizuje statystyki przy tym uprawiając propagandę zgodną z linią rządu. Nie ma bowiem żadnego naukowego dowodu na to, że 500+ wpływa na urodzenia, co więcej – przykłady z krajów zachodnich, pokazują, że socjalne programy nigdzie nie pomogły w zwiększeniu dzietności! Wyjątek stanowi Francja, ale tam wzrost dzietności był spowodowany napływem wyjątkowo płodnych imigrantów z północnej Afryki.

PS. Pamiętajmy, że nie każde dziecko, które jest w statystykach urodzeń będzie miało prawo do 500+!!! Jest cała masa rodzin 2+1, czyli rodzice z jednym dzieckiem. Te osoby są włączane do statystyk "wzrostu urodzeń", politycy wykorzystują ich do uzasadnienia skuteczności swojego programu, a przecież te rodziny nie mają szans na 500+! Trudno zatem mówić, że to 500+ był powodem narodzin tych dzieci. A jednak ani dziennikarze, ani politycy nie zwracają uwagi na to, że statystyki są zwyczajnie zawyżane przez małe rodziny.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

List Konferencji Episkopatu Polski stojący w jawnej sprzeczności z naukami Ojców i Doktorów Kościoła Katolickiego, w sprzeczności z naukami św. Pawła z Tarsu, św. Hieronima, św. Augustyna z Hippony, św. Tomasza z Akwinu etc., etc.

Dziwny przypadek ludowej partii